
Mając 6 lat rodzicie odstawili mnie do szpitala na zabieg usunięcia trzeciego migdała.
Niby jest to tylko zabieg ale dla dziecka to jednak spory stres a myślę, że niejeden dorosły miałby z tym również problem.
W taki oto sposób nagle zostałam całkiem sama w szpitalu i z jednaj strony pojawiał się
ten wewnętrzny niepokój, że trzeba jakoś się odnaleźć w nowym środowisku czego absolutnie personel nie ułatwiał a wręcz przeciwnie mocno utrudniał.
Natomiast s drugiej strony to paskudne poczucie lęku, że czeka mnie zabieg.
Miałam tam spędzić kilka dni i pomimo niepewności i ciągłego wewnętrznego niepokoju to co najgorsze i zarazem najlepsze było jeszcze przede mną.
Przyszedł kolejny dzień pora obiadowa do wszystkich dzieci zaczęli przyjeżdżać rodzice tylko nie do mnie. Myślałam sobie, że pewnie mają jakieś sprawy załatwią i przyjadą później.
Niestety nie przyjechali ani tego dnia ani w następnych…
Właśnie tutaj w momencie, kiedy zrozumiałam, że oni nie przyjadą otrzymałam największą lekcję w życiu.
Mówi się, że jeśli masz jakiś wewnętrzny problem to najlepiej skupić się na pomocy drugiemu człowiekowi a Twój problem się rozwiąże ale jak pomóc innym jeśli sami dla siebie nie wiele mamy? Przynajmniej tak nam się wydaje.
Otóż moim największym odkryciem wtedy, które zostało ze mną na całe życie było to, że wewnątrz nas w środku mamy wszystko czego nam potrzeba, tylko często jest to uśpione po prostu nie odkryte.
Właśnie wtedy odkryłam moją wewnętrzną moc!!!
Czułam się totalnie opuszczona, zostawiona, dlaczego do wszystkich przyjeżdżają tylko nie do mnie co zrobiłam nie tak. Do tego ten wewnętrzny lęk, nieustanny niepokój, że czeka mnie zabieg przecież będą mnie usypiać czy to będzie bolało? Jak się będę czuła jak mnie obudzą? Czy nadal będę sama?
Co zrobiłam? Zupełnie nieświadomie, intuicyjnie, instynktownie.
Zaczęłam rozmawiać z innymi dziećmi a wtedy okazało się, że nie jestem sama one wszystkie się boją, one wszystkie panicznie się boją. Okazało się również, że niektóre są bardzo chore całe swoje niedługie życie spędziły w szpitalu i nie mają żadnych perspektyw na to, że z niego wyjdą.
Nagle mój problem zaczął wydawać się tak bardzo nie istotny, że po prostu zniknął.
Lęk i niepewność ustąpiły na rzecz ogromnego smutku w zmierzeniu się z tym co inne dzieci muszą przechodzić.
Ja natomiast zaczęłam wspierać dzieci, które przeżywały swój osobisty koszmar z chorobą, płakaliśmy i śmialiśmy się razem. Najpierw chodziłam do dzieci na swoim oddziale potem zaczęłam uczęszczać na inne oddziały po trzech dniach dodawałam otuchy dzieciom i ich rodzicom ze swojego oddziału i z kilku innych.
Jak przyjechała mama, żeby mnie odebrać wielu rodziców i dzieci przyszło mnie pożegnać wszyscy łącznie z lekarzami i pielęgniarkami gratulowali mojej mamie, że ma niesamowite dziecko.
Jakie wtedy poczucie mi towarzyszyło, które noszę ze sobą do dziś?
W naszym życiu różnie może się układać najbliżsi mogą nas ogromnie, zawieść, zranić i robić to przez wiele lat zarówno jak jesteśmy dziećmi ale w dorosłym życiu również. Jednak to nie najmniejszego znaczenia jeśli jesteśmy wstanie być wsparciem sami dla siebie. Wtedy również pojawia się tak akceptacja, zrozumienie, że oni nie wiedzą co przeżywamy bo mają swoje na głowie. Ich też ktoś kiedyś zawiódł i zranił wiele razy i tak to się plecie. Każdy tutaj radzi sobie jak może a łatwo nie jest.
Dziś wiem, że być może w dosyć drastyczny sposób się to dla mnie zadziało wtedy to jednak było to dla mnie najlepszą lekcją w życiu. Odkryłam coś niesamowitego w sobie tą ogromną moc. Jest to moc dzięki której wiem, jestem pewna, że w każdej sytuacji mogę na siebie liczyć. Że sama dla siebie jestem największym wsparciem a dzięki temu mogę być wsparciem dla innych. Bo wszystko jest powiązane nie żyjemy oddzielnie w swoim świecie jesteśmy połączeni z innymi i….
…. to co mogę dać sobie mogę dać innym a to co mogę dać innym daję również sobie!!!
Wiem również, że po takich doświadczeniach możemy przez wiele lat czuć się ofiarami obwiniać rodziców, partnerów itd. lub możemy wyciągnąć dla siebie niesamowitą lekcję mocy wewnętrznej.
Jednak to już zależy od nas, to jest naszym wyborem ale jednocześnie prawem.
Sytuacja jest jaka jest natomiast to jak my ją widzimy albo będzie nas wspierać, odkryjemy w niej swoją moc (czyli będziemy wspierać sami siebie) albo rozłoży na łopatki (ponieważ z jakiś względów nie chcemy wspierać sami siebie lub wydaje nam się, że nie możemy). Wybór należy do nas!
Nie było łatwo ale rodzice zafundowali mi wtedy najlepszą lekcję w życiu!
